Tunele pod Małym Wołowcem.
07.06.2025 r.
Pierwszy od dłuższego czasu dzień, kiedy przestało padać. Telefony do kolegów - wszystkim pasuje idealnie, no więc szybki wypad, na który umawialiśmy się od dawna. Cel to dobrze znane nam miejsce w którym bywaliśmy nie raz. Po co więc kolejny? Otóż na linii kolejowej 104 drążony jest najdłuższy kolejowy tunel w Polsce, ale my zanim go wydrążą koniecznie chcieliśmy raz jeszcze odwiedzić ten, który prym najdłuższego wiedzie od dziesięcioleci i który znajduje się w Górach Wałbrzyskich pod Małym Wołowcem (720 m n.p.m.). Właściwie są to dwa tunele wydrążone równolegle - jeden o długości 1560 metrów i drugi dłuższy 1601. I jak to czasami bywa z liczbami również tutaj istnieją pewne kontrowersje co do ostatecznych długości, głównie polegających na interpretacji włączania w wyliczenia - bądź nie - portali wejściowych. Trzeba jednak przyznać, że po remoncie z 2020 roku podtrzymano, mam nadzieję raz na zawsze w/w wartości.
Wycieczkę zaczęliśmy po zachodniej stronie czyli w Wałbrzychu, gdzie do portali wlotowych łatwo dostać się od ul. Skłodowskiej w dzielnicy Podgórze. Zachodnia strona ma to do siebie, że ani razu nie musimy przecinać torów czynnej linii kolejowej 286, bo nie zapominajmy że jeden z tuneli wciąż jest czynny i przejeżdża nim kilka par pociągów dziennie. Przebywanie tutaj nie jest ograniczone żadną tabliczką z zakazem - pamiętajmy jednak o zachowaniu ostrożności i rozsądku, aby niepotrzebnie nie narażać się na nieprzyjemności. Idźmy tylko śladem nieczynnej nitki i absolutnie nie wchodźmy na tory.
Po zaparkowaniu samochodu przy PZD "Zacisze" od razu czujemy, że kolej miała tu duże znaczenie.
-- Kliknięcie na każdym zdjęciu powoduje jego powiększenie --
Zacisze to zresztą trafna nazwa, bo już kilka metrów dalej wchodzimy na klimatyczną ścieżkę, na której kiedyś ułożone były tory.
Po przejściu dwustu metrów dochodzimy do obu tuneli. Tym nieczynnym - krótszym - przespacerujemy się na drugą stronę, ale najpierw obejrzyjmy jak prezentuje się całe otoczenie.
Jak już wspomniałem - w 2020 roku dłuższy tunel został wyremontowany i dopuszczony do ruchu kolejowego. Porównajmy dwa zdjęcia, jak wyglądał kiedy byłem tu w 2016 roku i jak wygląda dziś.
Różnica jest widoczna w całej infrastrukturze, ale brak ingerencji w przyrodę sprawia, że niedługo ponownie wszystko będzie mocno zarośnięte. Oczywiście pozostaje jeszcze kwestia marnej jakości graffiti, bo takie malunki to wstyd dla każdego grafficiarza i wstyd dla zarządcy terenu, który nie ma ochoty tego zamalować.
Drugi tunel wygląda jak dawniej, no może poza jego stanem technicznym, który z każdym rokiem jest coraz gorszy.
Pora na ulubioną część wyprawy czyli przejście ponad półtorakilometrowym traktem nieczynnej nitki na stronę wschodnią do Jedliny Zdroju. Ciemno, zimno, wilgoć, kapiąca woda, czyli jak to w tunelu. Dla bawiących się w Geocaching - w jednej z wnęk ukryta jest skrytka, którą znalazłem kilka lat temu, a do chwili kiedy to piszę w sumie znalazło ją 212 osób. Po drodze komory techniczne, przejście między tunelami, wnęki itp. Ale to już musicie zobaczyć sami.
Zobaczmy więc, jak jest po drugiej stronie.
Wschodnie portale są piękniejsze i obydwa zostały odnowione. Prezentują się naprawdę dumnie.
W ogóle wschodnia strona to większa "cywilizacja". Wychodzimy niemal na wprost przystanku kolejowego, po lewej ciągnie się droga wojewódzka numer 381, a idąc w stronę przystanku mijamy kultowy wiadukt nad torami z którego przez dziesięciolecia wykonano niezliczoną ilość zdjęć obydwu tuneli. Dodatkowo przebiega tędy zielony szlak turystyczny.
Na koniec skoczmy jeszcze na stację kolejową, która po remoncie tunelu zyskała nową nazwę Jedlina Zdrój Borowa. To oczywiście od najwyższego wzniesienia Gór Wałbrzyskich (853). Przed remontem miejsce było całkowicie zdewastowane, teraz jak na samotną stację w górach wygląda niezwykle klimatycznie. Przejście podziemne nadaje jej prawdziwego uroku, a nieskoszona trawa nawet tak bardzo nie razi. Może z uwagi na to, że stacja nie przechodziła remontu generalnego, a jedynie taki trochę przy okazji. Budynek stacyjny w dalszym ciągu straszy, ale i tak dobrze, że przystanek jest w użyciu i zatrzymują się na nim pociągi. Trzeba tylko stanąć w widocznym dla maszynisty miejscu i machnąć mu ręką, bo od jakiegoś czasu co jest pewnego rodzaju novum w Kolejach Dolnośląskich przystanek jest na żądanie.
Jeszcze tylko cechowanie szyn wyprodukowanych w 2018 roku i powrót na zachodnią część Małego Wołowca pod którym wydrążony jest - na tą krótką jeszcze chwilę - najdłuższy kolejowy tunel w Polsce.